Zaproszenie: kurs online „Archipelag pokoleń”. Zapisy do 27 maja

„Archipelag Pokoleń” to bezpłatny kurs internetowy dotyczący współpracy międzypokoleniowej, stworzony przez polskich i zagranicznych ekspertów. W latach 2020-2021 odbyły się aż cztery edycje, w których uczestniczyło blisko 400 osób.

DLA KOGO? – edukatorek i edukatorów – trenerek i trenerów – animatorek i animatorów kultury – słuchaczek i słuchaczy uniwersytetów trzeciego wieku – przedstawicielek i przedstawicieli trzeciego sektora – pracownic i pracowników bibliotek i instytucji kultury – społeczniczek i społeczników – wolontariuszek i wolontariuszy -każdego, kto interesuje się tematyką międzypokoleniowości i chce działać lub działa już na rzecz innych ludzi – np. organizując spotkania, prowadząc dyskusje, zachęcając do wspólnego spędzania czasu

Archipelag Pokoleń trwa sześć tygodni. Przez ten czas: – przeczytacie wiele ciekawych tekstów, pokazujących polskie i zagraniczne – doświadczenia w praktyce międzypokoleniowej – obejrzycie inspirujące materiały wideo – wykonacie różne zespołowe zadania – przeprowadzicie dyskusje, podzielicie się pomysłami – przedstawicie wnioski ze zrealizowanych zadań – weźmiecie udział w spotkaniach online (Zoom)

Kurs trwa od 30 maja do 10 lipca 2022. Na aktywny udział w kursie należy przeznaczyć około 3,5 godzin tygodniowo: 2,5 godz. na zapoznanie się z materiałami i realizację zadań oraz 1 godz. na spotkania na platformie Zoom.

Więcej informacji – KURS: https://kursy.archipelagpokolen.pl/archipelag-pokolen-2022/ Zapisy tylko do 27 maja: TUTAJ: https://landing.mailerlite.com/webforms/landing/l1n3h3

Kurs „Archipelag Pokoleń” realizowany przez Towarzystwo Inicjatyw Twórczych „ę” i Polsko-Amerykańską Fundację Wolności w ramach programu „Uniwersytety Trzeciego Wieku – Seniorzy w akcji”. Edycja WIOSNA – LATO 2022 współfinansowana jest przez Urząd m.st. Warszawę.

13. Międzynarodowa Konferencja Fundraisingu w Poznaniu!

Polskie Stowarzyszenie Fundraisingu oraz Poznański Klub Fundraisera zapraszają na wydarzenie dostarczające inspiracji i konkretnych rozwiązań, które pomogą przetrwać kryzys działań społecznych związany z pandemią.
 
Serdecznie zapraszamy na 13. Międzynarodową Konferencję Fundraisingu, która w poznańskiej, hybrydowej odsłonie wydarzenia odbędzie się 5. listopada 2021 roku od godz. 9.00 do 16.00 w PSNC Future Labs przy ul. Zwierzynieckiej 20 w Poznaniu.
 
Konferencja odbywa się w formule on-line. W Poznaniu spotykamy się jednak stacjonarnie, aby w gronie poznańskich organizacji pozarządowych i społeczników wspólnie przeżywać Konferencję i czerpać z niej więcej korzyści dla naszych misji społecznych.
 
Podczas wydarzenia stacjonarnego będziemy uczestniczyć w całości 13. Międzynarodowej Konferencji Fundraisingu, dzięki której znajdziemy odpowiedź na ważne dla organizacji pozarządowych pytania m.in.:
 
– Jak rozmawiać z dużymi darczyńcami?
– Jak biznes może pomóc w fundraisingu?
– Jak wykorzystywać nowe technologie w pozyskiwaniu funduszy?
Wśród Prelegentów znajdziemy praktyków działań społecznych i fundraisingu, m.in.:
 
– Katarzyna Fetter – Założycielka i prezes Fundacji Pora na Seniora,
– Małgorzata Nowicka – Prezes Zarządu Fundacji Instytut Edukacji Pozytywnej,
– Marek Zywert – współzałożyciel serwisu FaniMani.pl,
– Iwona Paszkiewicz – Prezes Fundacji follow Me, prezes Związku Przedsiębiorców dla Biznesu,
– Robert Kawałko Prezes oraz inicjator Polskiego Stowarzyszenia Fundraisingu
 
Współorganizatorem Konferencji jest Poznański Klub Fundraisera, który przedstawi uczestnikom Konferencji zagadnienie wolontariatu, jako źródła energii organizacji. Wystąpienia poznańskich prelegentów transmitowane będą na całą Polskę z miejsca, w którym wspólnie będziemy uczestniczyć w Konferencji.
 
Udział w konferencji jest bezpłatny na miejscu organizatorzy zapewniają kawę i drobny poczęstunek. Zgłoszenia chęci udziału w spotkaniu stacjonarnym na poznańskich Jeżycach prosimy przesyłać na adres grzegorz.filipiak@gmail.com podając imię i nazwisko, numer kontaktowy oraz nazwę organizacji. Liczba miejsc na spotkaniu jest ograniczona.
 
Więcej informacji o konferencji na stronie https://13kf.fundraising.org.pl/
Maria Brzozowska
Pośrednik Dobra

Uniwersytet Otwarty UAM – trwają zapisy!

74 różnych kursów oferuje w trymestrze jesiennym Uniwersytet Otwarty UAM

Czekają na Ciebie tematy takie, jak:

  • „Uzdrowiciele i truciciele – bioaktywne substancje w roślinach”
  • „Prawne aspekty obrotu nieruchomościami”
  • „Hieroglify egipskie”
  • język francuski i hiszpański od podstaw
  • I wiele więcej!

    Wybierz temat dla siebie: https://uo.amu.edu.pl/kursy
    I zapisz się do 4 października.

Lokalność to nie prowincjonalność

„Lokalność i prowincjonalność to słowa, które dość powszechnie uznaje się wręcz za synonimy i używa się ich naprzemiennie. Nietrudno jednak dowieść, że tak naprawdę są to dwie głęboko różniące się sytuacje. Na czym zatem polegają? Jakie są ich cele? Co je buduje? Jak układają swoje relacje z „centrum”? Którą z nich można określić mianem wyboru miejsca obserwacji i działania, a którą – wyboru horyzontu?

Lokalność a prowincjonalność 

W potocznym rozumieniu lokalność i prowincjonalność wydają się funkcjonować nie tyle jako synonimy, co pojęcia pokrewne, bliskie określeniom takim jak parafiańszczyzna czy zaściankowość. Są opisem egzystencji (czy skutków egzystencji), rozgrywającej się w jakiejś odległości – z reguły dużej – od „centrum”. Jednak nawet tylko językowa analiza wskazuje, że lokalność i prowincjonalność to dwie głęboko różniące się sytuacje.

Sama istota prowincji zakłada istnienie centrum – metropolii, czyli miejsca, które jest uprzywilejowane, gdzie podejmowane są decyzje, gdzie rozstrzyga się to, co ważne. Prowincja to obszar oddalony, i co ważniejsze – uzależniony, niesamodzielny. Tam wszystko ma charakter wtórny. W rzymskiej tradycji prowincją zarządzał wysłannik z centrali – prokonsul. Prowincja jest administrowana z zewnątrz i skazana na to, by absorbować, chłonąć to, co idzie z centrum.

Lokalność zakłada istnienie jakiejś odrębności na konkretnym terytorium. Jeśli coś jest lokalne, to oznacza że nie występuje gdzie indziej, albo przynajmniej istnieje czytelne otoczenie, gdzie owej cechy czy wartości brak. Lokalność nie zależy od centrum – ona jest produktem własnych sił, więcej – decyduje o własnej tożsamości. […]

Siłą lokalności jest samodzielność, podmiotowość, wyjątkowość własnych zasobów, zdolność do innowacji i znajdowania własnej drogi. Siłą prowincji jest ścisłe wypełnianie reguł, trzymanie się nadesłanych procedur, lojalność wobec centrum – która czasem bywa nagradzana – oraz rutyna i perfekcja. […]

Co buduje lokalność, co buduje prowincjonalność?

Prowincję buduje oświecony absolutyzm, absolutyzm ciemny pogrąża ją zupełnie. Lokalność potrafi radzić sobie sama, rozkwita w systemie władzy opartym na zasadzie pomocniczości, natomiast w warunkach ciemnego absolutyzmu znajduje sposoby, by minimalizować straty.
Obszary, w których najbardziej objawia się siła lokalności: to aktywność kulturalna i polityka dziedzictwa, polityka środowiskowa, system – a zwłaszcza treści – edukacji publicznej, system zarządzania, w tym system finansów publicznych oraz zarządzanie w sferze społecznej (polityka socjalna, rynek pracy etc.).
Proces prowincjonalizacji pogłębiają wielkie, ogólnonarodowe narracje, w których nie ma miejsca dla lokalnych bohaterów, regionalnych ethosów, własnych odchyleń od ogólnonarodowej historii. […]

Nie bądźmy jednak idealistami. Lokalność może oznaczać prowincjonalność – dzieje się tak wtedy gdy eksponuje się wartości ksenofobiczne, gdy odrzuca się perspektywę glokalności.

Bo w gruncie rzeczy jest tak, że lokalność to wybór miejsca obserwacji i działania, a prowincjonalność to wybór ich horyzontu.“ 

Pełny tekst art. czytaj TU 

Siła miejsca wspólnego

„Nie doceniamy naszych osiedli, podwórek, klatek schodowych. To tu rozpoczynamy naukę funkcjonowania w społeczeństwie i uczymy się bycia razem. To stąd dowiadujemy się, jak korzystać z przestrzeni, która jest nasza, ale nie tylko nasza. W tych właśnie miejscach, w skali mikro, praktykujemy na co dzień demokrację za sprawą nieustannego układania się między sobą, także w formie międzysąsiedzkich zgrzytów. Nie identyczność, a różnica jest bowiem najlepszą szkołą budowania dobra publicznego. Silni ćwiczeniami z lokalnego podwórka stajemy się zdolni zmieniać prawo i konstytuować nową, nieopresyjną dla nikogo przestrzeń równych. Czy mamy szansę przełożyć te oddolne inspiracje na poziom polskiej wspólnoty narodowej?

To, co dzieje się w lokalnej przestrzeni pomiędzy sąsiadami rzadko kiedy kojarzy się nam z edukacją. Tym tekstem chciałabym jednak uruchomić właśnie te skojarzenia –pokazać, że „lokalne podwórko” jest miejscem edukacyjnym (locus educandi) i – jako takie – pełne jest siły, opisywanej w pedagogice jako zdolność do zmiany, warunkującej podmiotowe bycie w świecie.

W tym kontekście proponuję współmyślenie o tym, jak bardzo bezpośredni jest związek sąsiedztwa z edukacją, ugruntowujący tę siłę oraz o tym, jak ważne jest, by był możliwie świadomie praktykowany. Czynienie pożytku z wiedzy o edukacyjności najbliższych nam, lokalnych postaci współżycia społecznego wyraża bowiem głęboki, istotowy sens demokracji, jako ładu organizującego społeczeństwo równych. Tworzymy siebie, jako jego część, w pierwszej kolejności ucząc się z tego, co najbliższe, czyli z codziennych lekcji, jakie dają nam właśnie sąsiedzi, nasze klatki schodowe czy podwórka. […]

Podwórkowa szkoła demokracji

Wspólność polega na wielozmysłowym, wzajemnym dostrzeganiu się, choćby kątem oka, nieustannym „ocieraniu się” o siebie jako przechodnie czy sąsiedzi. Wspólność na takich nieprzerwanych lekcjach polega i z nich też wynika. Bez tak nasyconej edukacyjnie wspólności, która jest okazją zarówno do artykulacji własnych, jak i zauważania czyichś potrzeb, nie ma demokratycznego współistnienia. To wspólność, wytwarzana tam, gdzie żyjemy razem, jest tym, co wyrasta ponad sumę nas – jej współtwórców. Jako taka jest naszym lokalnym, sąsiedzkim dobrem, a w określonych warunkach osiągniętym i podzielanym wzajemnie dobrem publicznym.

Jest ono bardzo kruche, jak kruche w swojej zmienności są nasze relacje. Sąsiedzką wspólność – na przykład – rozpoznamy doskonale, kiedy nie będziemy mieli wątpliwości, że tu, wśród tych ludzi i domów, na tej ulicy, czy podwórku albo klatce schodowej możemy swobodnie żyć, co oznacza móc działać i czuć, że możemy być wolni (tak widzi to pedagog Gert Biesta). Wystarczy jednak „zgrzyt” – np. wyrośnie płot tam, gdzie prowadziła ścieżka naszego skrótu w drodze do sklepu, albo zamiast zwykle spokojnych tonów rozmów słyszalnych zza ściany, zaczniemy słyszeć jazgot kłótni – i akceptowana zmysłami i odczuwana jako pełna sensu przestrzeń naszej wspólności przestaje istnieć, a kruche dobro, jakim była, znika.

Demokratyczność wiązana ze wspólnością zasadza się jednak właśnie na tej kruchości. Jest nam demokratycznie (podmiotowo, równościowo) i dobrze tam, gdzie właściwie nieustannie układamy się pomiędzy sobą, a łamiące estetyczną harmonię naszego życia „zgrzyty” traktujemy jak sygnały, przez pryzmat których widać, słychać i czuć potrzeby innych, oraz dzięki którym identyfikujemy własne. Nie identyczność, a różnica, nie wiekuista zgoda, lecz przeżywane na co dzień starcia czynią wspólność żywym, aktywnie kultywowanym dobrem publicznym. […]

Lokalny wysiłek ma sens

W świetle tych pedagogii ujawnia się życiowy dylemat niejednego sąsiada i zarazem niezwykle istotna kwestia o uniwersalnym charakterze: uciekać z miejsc złych, czy je zmieniać? Hasła ulicznych protestów ostatniej jesieni, Strajku Kobiet i innych, były czasem wprost wyrazem tej kwestii. Wśród odzwierciedlających ją banerów, szczególnie utkwił mi w pamięci ten, głoszący: „To mój kraj. Dlaczego muszę wyjeżdżać?”.

Praca na zmianę miejsca wspólnego przybierać może niezliczone postaci aktywnego współtworzenia przestrzeni publicznej: zabierania głosu, stawania się w niej widocznymi – ze swoją sytuacją biedy, braku szans, ignorowania praw, poczucia zbędności wśród innych etc. Osiągnięcie demokratycznej widzialności, słyszalności, owocuje przełożeniami na dyskurs legislacyjny i instytucjonalny. Silni ćwiczeniami z lokalnego podwórka stajemy się zdolni zmieniać prawo i konstytuować nową, nieopresyjną dla nikogo przestrzeń równych.

Wszyscy nie wyjedziemy. Miejsce wspólne warte jest wysiłku czynienia go lepszym. Jak wspomniałam, w tym właśnie tkwi istota demokratycznej wspólności. Troska o zawsze kruche dobro wspólne zaczyna się tam, gdzie zauważamy drugiego, a to bardzo blisko, tu – w sąsiedztwie.“

Pełny tekst art. czytaj TU