Uniwersytet Otwarty UAM – trwają zapisy!

74 różnych kursów oferuje w trymestrze jesiennym Uniwersytet Otwarty UAM

Czekają na Ciebie tematy takie, jak:

  • „Uzdrowiciele i truciciele – bioaktywne substancje w roślinach”
  • „Prawne aspekty obrotu nieruchomościami”
  • „Hieroglify egipskie”
  • język francuski i hiszpański od podstaw
  • I wiele więcej!

    Wybierz temat dla siebie: https://uo.amu.edu.pl/kursy
    I zapisz się do 4 października.

Polecamy uprzejmie uwadze Seniorów Starego Grunwaldu! Nabór do kursu online “Seniorzy w sieci” dla osób 60+

Rozgość się w sieci, jesteś u siebie! Nabór do kursu online “Seniorzy w sieci” dla osób 60+

Foto za TIT’ę’

Odsetek osób starszych korzystających z Internetu systematycznie rośnie. Co druga osoba w wieku między 55 a 64 rokiem życia jest online. Starsi Internauci korzystający z nowych mediów spędzają średnio 8 godzin w sieci tygodniowo.
Kurs SENIORZY W SIECI jest odpowiedzią na rosnące zapotrzebowanie współczesnych seniorów, którzy chcą poszerzać swoje kompetencje cyfrowe. Rekrutacja do kursu online trwa do 28 września 2021 r. Weźmie w nim udział 250 osób z całej Polski.

W ramach kursu:

– poznasz  specyfikę tworzenia i odbioru informacji w sieci, w  tym w mediach społecznościowych,

– dowiesz się, jak przeprowadzić weryfikację prawdziwości informacji, jak sprawdzić źródło, jak rozpoznać fałszywe informacje (fake news),

– dowiesz się, co to jest bańka informacyjna, dlaczego dociera do Ciebie tylko pewien profil informacji, dlaczego informacje, które docierają do mojego kolegi/mojej koleżanki są inne,

– nauczymy Cię, jak poruszać się bezpiecznie w sieci czyli m.in. jak chronić swoje dane i prywatność,

– pomożemy Ci konstruktywnie i bezpiecznie komunikować się w sieci.

Jaka jest formuła kursu?
Kurs odbędzie się w całości online.

W ramach kursu będziesz mógł/mogła:

– wziąć udział w warsztatach i interaktywnych wykładach na platformie Zoom,

– skorzystać z materiałów edukacyjnych i wziąć udział w praktycznych ćwiczeniach,

– dołączyć do grupy dyskusyjnej na Facebooku,

– skorzystać ze wsparcia lokalnych ekspertów edukacji medialnej – seniorów, którzy uczestniczyli w poprzednich edycjach projektu. Pokażą oni, jak w praktyce wykorzystywać zdobytą wiedzę i jak rozwiązywać bieżące problemy związane z aktywnością online,

– skorzystać ze wsparcia technicznego (obsługa Zoom itp.) przed rozpoczęciem kursu. […]

Ile czasu muszę poświęcić na kurs?
Kurs zaplanowany jest na okres październik – połowa grudnia 2021 r (ok. 10 tygodni).
Jednak to jedynie propozycja – Twój kurs może trwać krócej lub dłużej, w zależności od możliwości czasowych. Możesz wziąć udział w jednym, dwóch lub trzech modułach kursu (każdy z nich trwa trzy tygodnie). W każdym tygodniu będziesz też dostawać pracę domową do wykonania. Na aktywny udział w kursie należy przeznaczyć ok. 3 godzin tygodniowo (2 spotkania online w tygodniu). […]“

Więcej info o kursie, w tym link do regulaminu oraz formularza zgłoszeniowego, zob. na stronie Towarzystwa Inicjatyw Twórczych ęTU

Lokalność to nie prowincjonalność

„Lokalność i prowincjonalność to słowa, które dość powszechnie uznaje się wręcz za synonimy i używa się ich naprzemiennie. Nietrudno jednak dowieść, że tak naprawdę są to dwie głęboko różniące się sytuacje. Na czym zatem polegają? Jakie są ich cele? Co je buduje? Jak układają swoje relacje z „centrum”? Którą z nich można określić mianem wyboru miejsca obserwacji i działania, a którą – wyboru horyzontu?

Lokalność a prowincjonalność 

W potocznym rozumieniu lokalność i prowincjonalność wydają się funkcjonować nie tyle jako synonimy, co pojęcia pokrewne, bliskie określeniom takim jak parafiańszczyzna czy zaściankowość. Są opisem egzystencji (czy skutków egzystencji), rozgrywającej się w jakiejś odległości – z reguły dużej – od „centrum”. Jednak nawet tylko językowa analiza wskazuje, że lokalność i prowincjonalność to dwie głęboko różniące się sytuacje.

Sama istota prowincji zakłada istnienie centrum – metropolii, czyli miejsca, które jest uprzywilejowane, gdzie podejmowane są decyzje, gdzie rozstrzyga się to, co ważne. Prowincja to obszar oddalony, i co ważniejsze – uzależniony, niesamodzielny. Tam wszystko ma charakter wtórny. W rzymskiej tradycji prowincją zarządzał wysłannik z centrali – prokonsul. Prowincja jest administrowana z zewnątrz i skazana na to, by absorbować, chłonąć to, co idzie z centrum.

Lokalność zakłada istnienie jakiejś odrębności na konkretnym terytorium. Jeśli coś jest lokalne, to oznacza że nie występuje gdzie indziej, albo przynajmniej istnieje czytelne otoczenie, gdzie owej cechy czy wartości brak. Lokalność nie zależy od centrum – ona jest produktem własnych sił, więcej – decyduje o własnej tożsamości. […]

Siłą lokalności jest samodzielność, podmiotowość, wyjątkowość własnych zasobów, zdolność do innowacji i znajdowania własnej drogi. Siłą prowincji jest ścisłe wypełnianie reguł, trzymanie się nadesłanych procedur, lojalność wobec centrum – która czasem bywa nagradzana – oraz rutyna i perfekcja. […]

Co buduje lokalność, co buduje prowincjonalność?

Prowincję buduje oświecony absolutyzm, absolutyzm ciemny pogrąża ją zupełnie. Lokalność potrafi radzić sobie sama, rozkwita w systemie władzy opartym na zasadzie pomocniczości, natomiast w warunkach ciemnego absolutyzmu znajduje sposoby, by minimalizować straty.
Obszary, w których najbardziej objawia się siła lokalności: to aktywność kulturalna i polityka dziedzictwa, polityka środowiskowa, system – a zwłaszcza treści – edukacji publicznej, system zarządzania, w tym system finansów publicznych oraz zarządzanie w sferze społecznej (polityka socjalna, rynek pracy etc.).
Proces prowincjonalizacji pogłębiają wielkie, ogólnonarodowe narracje, w których nie ma miejsca dla lokalnych bohaterów, regionalnych ethosów, własnych odchyleń od ogólnonarodowej historii. […]

Nie bądźmy jednak idealistami. Lokalność może oznaczać prowincjonalność – dzieje się tak wtedy gdy eksponuje się wartości ksenofobiczne, gdy odrzuca się perspektywę glokalności.

Bo w gruncie rzeczy jest tak, że lokalność to wybór miejsca obserwacji i działania, a prowincjonalność to wybór ich horyzontu.“ 

Pełny tekst art. czytaj TU 

Siła miejsca wspólnego

„Nie doceniamy naszych osiedli, podwórek, klatek schodowych. To tu rozpoczynamy naukę funkcjonowania w społeczeństwie i uczymy się bycia razem. To stąd dowiadujemy się, jak korzystać z przestrzeni, która jest nasza, ale nie tylko nasza. W tych właśnie miejscach, w skali mikro, praktykujemy na co dzień demokrację za sprawą nieustannego układania się między sobą, także w formie międzysąsiedzkich zgrzytów. Nie identyczność, a różnica jest bowiem najlepszą szkołą budowania dobra publicznego. Silni ćwiczeniami z lokalnego podwórka stajemy się zdolni zmieniać prawo i konstytuować nową, nieopresyjną dla nikogo przestrzeń równych. Czy mamy szansę przełożyć te oddolne inspiracje na poziom polskiej wspólnoty narodowej?

To, co dzieje się w lokalnej przestrzeni pomiędzy sąsiadami rzadko kiedy kojarzy się nam z edukacją. Tym tekstem chciałabym jednak uruchomić właśnie te skojarzenia –pokazać, że „lokalne podwórko” jest miejscem edukacyjnym (locus educandi) i – jako takie – pełne jest siły, opisywanej w pedagogice jako zdolność do zmiany, warunkującej podmiotowe bycie w świecie.

W tym kontekście proponuję współmyślenie o tym, jak bardzo bezpośredni jest związek sąsiedztwa z edukacją, ugruntowujący tę siłę oraz o tym, jak ważne jest, by był możliwie świadomie praktykowany. Czynienie pożytku z wiedzy o edukacyjności najbliższych nam, lokalnych postaci współżycia społecznego wyraża bowiem głęboki, istotowy sens demokracji, jako ładu organizującego społeczeństwo równych. Tworzymy siebie, jako jego część, w pierwszej kolejności ucząc się z tego, co najbliższe, czyli z codziennych lekcji, jakie dają nam właśnie sąsiedzi, nasze klatki schodowe czy podwórka. […]

Podwórkowa szkoła demokracji

Wspólność polega na wielozmysłowym, wzajemnym dostrzeganiu się, choćby kątem oka, nieustannym „ocieraniu się” o siebie jako przechodnie czy sąsiedzi. Wspólność na takich nieprzerwanych lekcjach polega i z nich też wynika. Bez tak nasyconej edukacyjnie wspólności, która jest okazją zarówno do artykulacji własnych, jak i zauważania czyichś potrzeb, nie ma demokratycznego współistnienia. To wspólność, wytwarzana tam, gdzie żyjemy razem, jest tym, co wyrasta ponad sumę nas – jej współtwórców. Jako taka jest naszym lokalnym, sąsiedzkim dobrem, a w określonych warunkach osiągniętym i podzielanym wzajemnie dobrem publicznym.

Jest ono bardzo kruche, jak kruche w swojej zmienności są nasze relacje. Sąsiedzką wspólność – na przykład – rozpoznamy doskonale, kiedy nie będziemy mieli wątpliwości, że tu, wśród tych ludzi i domów, na tej ulicy, czy podwórku albo klatce schodowej możemy swobodnie żyć, co oznacza móc działać i czuć, że możemy być wolni (tak widzi to pedagog Gert Biesta). Wystarczy jednak „zgrzyt” – np. wyrośnie płot tam, gdzie prowadziła ścieżka naszego skrótu w drodze do sklepu, albo zamiast zwykle spokojnych tonów rozmów słyszalnych zza ściany, zaczniemy słyszeć jazgot kłótni – i akceptowana zmysłami i odczuwana jako pełna sensu przestrzeń naszej wspólności przestaje istnieć, a kruche dobro, jakim była, znika.

Demokratyczność wiązana ze wspólnością zasadza się jednak właśnie na tej kruchości. Jest nam demokratycznie (podmiotowo, równościowo) i dobrze tam, gdzie właściwie nieustannie układamy się pomiędzy sobą, a łamiące estetyczną harmonię naszego życia „zgrzyty” traktujemy jak sygnały, przez pryzmat których widać, słychać i czuć potrzeby innych, oraz dzięki którym identyfikujemy własne. Nie identyczność, a różnica, nie wiekuista zgoda, lecz przeżywane na co dzień starcia czynią wspólność żywym, aktywnie kultywowanym dobrem publicznym. […]

Lokalny wysiłek ma sens

W świetle tych pedagogii ujawnia się życiowy dylemat niejednego sąsiada i zarazem niezwykle istotna kwestia o uniwersalnym charakterze: uciekać z miejsc złych, czy je zmieniać? Hasła ulicznych protestów ostatniej jesieni, Strajku Kobiet i innych, były czasem wprost wyrazem tej kwestii. Wśród odzwierciedlających ją banerów, szczególnie utkwił mi w pamięci ten, głoszący: „To mój kraj. Dlaczego muszę wyjeżdżać?”.

Praca na zmianę miejsca wspólnego przybierać może niezliczone postaci aktywnego współtworzenia przestrzeni publicznej: zabierania głosu, stawania się w niej widocznymi – ze swoją sytuacją biedy, braku szans, ignorowania praw, poczucia zbędności wśród innych etc. Osiągnięcie demokratycznej widzialności, słyszalności, owocuje przełożeniami na dyskurs legislacyjny i instytucjonalny. Silni ćwiczeniami z lokalnego podwórka stajemy się zdolni zmieniać prawo i konstytuować nową, nieopresyjną dla nikogo przestrzeń równych.

Wszyscy nie wyjedziemy. Miejsce wspólne warte jest wysiłku czynienia go lepszym. Jak wspomniałam, w tym właśnie tkwi istota demokratycznej wspólności. Troska o zawsze kruche dobro wspólne zaczyna się tam, gdzie zauważamy drugiego, a to bardzo blisko, tu – w sąsiedztwie.“

Pełny tekst art. czytaj TU